Close

Zjazd PZHKA w Janowie Podlaskim

Jak co roku na wiosnę w Janowie Podlaskim odbył się zjazd Polskich Hodowców Konie Arabskich. Związek ten zrzesza hodowców, miłośników, i tych co profesjonalnie zajmują się tymi pięknymi końmi – trenerów koni biegających na wyścigach jak i pokazywanych na czempionatach.

W tym roku po politycznych zawirowaniach zjazd zapowiadał się bardzo burzliwie. Państwowe posady w lutym tego roku straciły trzy osoby, które możemy określić jako ekspertów na skalę światową. Dlaczego zostały one odsunięte od hodowli tych pięknych koni? Nikt tej zagadki jak dotychczas nie rozwiązał. Trudno się w tym połapać. Choć już po tak krótkim okresie można powiedzieć, że straciły na tym tylko konie, ich wizerunek. Całe środowisko jest wzburzone, zaniepokojone, czekające na jakiekolwiek wyjaśnienia tej sytuacji.

Po części spodziewaliśmy się iż na zjeździe który odbywał się na terenie jednej z ważniejszych na świecie stadnin, hodujących konie arabski dowiemy się więcej szczegółów. Nikt z obecnych władz na zaproszenie związku (Stadniny i ich władze należą do związku i zawsze były reprezentowane na poprzednich zjazdach, a  w wyjątkowych sytuacjach były pisemne usprawiedliwienia nieobecności. Kultura do tych co przybyli po części tego wymaga.) nie stawił się. Jako właściciele prywatnych klaczy hodowlanych ciągle stawiamy sobie nurtujące nas pytania:

  • co dalej z Polską hodowlą?
  • jakie są postawione cele w “naszych” bo państwowych (nie niczyich) hodowlach?
  • czy będą kontynuowane te które funkcjonowały, przynosiły chwałę i zysk Polsce, nam dumę?
  • co z pokazami – championatami w Polsce?

Mało tego – zarząd został poproszony o wynajęcie OCHRONY ! I obowiązkowo o postawienie jej pod salą gdzie odbywały się obrady. Kogo miała ona chronić? Przed kim? Nas przed nami samymi? Czy nas przed nowymi władzami stadniny? Czy też nowe władze przed nami hodowcami, miłośnikami koni? Tego się nie dowiedziałam. Incydentów wymagających ochrony nie było. Pieniądze za ochronę musieliśmy wysupłać z naszych składek.

Zjazd odbył się zgodnie z założonym planem.

Straciliśmy jednego z członków co do którego były podejrzenia o uczestnictwo w całym tym zamieszaniu. Andrzej Wójtowicz przyciśnięty do odpowiedzi na pytanie czy przyczynił się do odwołania Anny Stojanowskiej, dyrektorów Marka Treli i Jerzego Białoboka przyznał się do winy i po oszacowaniu wyników głosowania (nie wstał i nie wyszedł od razu) w którym członkowie związku mieli zagłosować o jego usunięciu sam zdecydował się wystąpić i ze związku i tym samym z pełnionych w nim funkcji. Głosy z sali – “Panie Andrzeju nikt Pana tu nie chce jest nas 76 osób” dały mu do myślenia.

Po obradach tradycyjnie już oglądamy źrebaki urodzone w danym roku. Dyskutujemy o ich zaletach i wadach. Słuchamy jak je oceniać. Marek Trela zawsze sprytnie zwracał uwagę na ten walor, który u danego źrebaczka “wyszedł” najlepiej. A to długa szyja, a to arabskie oko. Zawsze też oglądaliśmy większość urodzonych. Obecnie Anna Stefaniuk została upoważniona do pokazania nam 15 (ściśle wg podanej listy) z 37 urodzonych źrebiąt. Żal. Kto ustalał listę, że akurat ta a nie inna klacz została nam doprowadzona w ściśle określone miejsce? Nie wiemy. Staliśmy zresztą grzecznie w rządku pod ścisłą obstawą “naszej” ochrony. Oglądając źrebaki wielu z nas miało łzy w oczach. Patrzyliśmy na dzieci, które zostały odebrane tym co ich stworzyli. Nie dane im będzie ich wychowywać i wybierać im ścieżkę kariery hodowlanej.  To tak jak matce zabrać nowo narodzone dzieci.

Przyjazd na zjazd to też czas dla wielu hodowców na podjęcie decyzji czym kryjemy w danym roku. Tu zawsze dyrektorzy, czy też Anna Stojanowska służyli radą tym, którzy dopytywali się. Zawsze też mieliśmy możliwość obejrzenia ogierów, które są oferowane do krycia w danym roku. Na tym abyśmy my je obejrzeli Markowi Trekli zależało bo ile razy zostaną użyte tyle nowego potomstwa no i opłat za stanówkę. Czyli zysku dla stadniny. W tym roku ani o radę nie było kogo zapytać, ani ogierów nie było dane nam zobaczyć. ZAKAZ – oglądania, poruszania się po terenie stadniny.

Przykra sytuacja. Bo do Janowa (bądź co bądź państwowego, czyli też naszego – bo nie niczyjego) zawsze jechało się jak do domu.

Wszyscy chcemy podjąć rozmowy wyjaśniające tą sytuację. Tylko z kim rozmawiać? Obecnie pełniący obowiązki dyrektora pan Marek Skomorowski opuścił teren stadniny, podczas gdy ja wjeżdżałam na zjazd. Nie pojawił się już. Telewizje oraz inne media są teraz zwrócone w stronę Janowa. Ale czy one pomogą w rozwiązaniu tej trudnej zaistniałej sytuacji? Coraz więcej osób, stale kupujących, zgłasza swoją niechęć do przyjazdu na tegoroczną aukcję. Jaka będzie w tym roku aukcja przyjdzie nam poczekać jeszcze do sierpnia. Przykro, że część osób nie rozumie jak trudny jest temat kupna – sprzedaży konia. Oszacowania jego ceny, znalezienia właściwego kupca. Aukcja Janowska wyznaczała standardy aukcji na całym świecie. Żadna inna nie była na takim poziomie, a wiele do tego dążyło. Koszty ogromne ale na zyski nasze państwo raczej nie narzekało. W dzień aukcyjny z każdą kolejną godziną licytacji wszystkie radia w swoich wiadomościach podawały zawrotne cyfry za które były sprzedawane nasze konie. Komu to przeszkadzało? Czy w razie niepowodzenia “dobrych zmian” ktoś poniesie za to konsekwencje? To nasze narodowe dobro i nasze pieniądze.