Close

VI Foto Art Festival Bielsko-Biała

Czy w dzisiejszych czasach komputerów, iphonów i innych zaawansowanych technik potrzebne są jeszcze nam festiwale? Wszystko w zasadzie możemy obejrzeć bez wychodzenia z domu. Nalać kawy w ulubiony kubek, zrobić własny, prywatny pop corn i wygodnie w fotelu poprzeglądać wszystko w internecie. Możemy jednak równie dobrze, umrzeć we własnym domu, i leżeć tam nikomu niepotrzebnym.

Można też wsiąść w auto i po kilku godzinach (te kilka dla każdego będzie inną czasoprzestrzenią) znaleźć się w tak pięknym miasteczku jak Bielsko-Biała. Stać się żywym uczestnikiem fotograficznych spotkań festiwalowych. Szóstych już spotkań bo to VI Foto Art Festival. Z najbardziej przekonywującym sloganem – slow life, slow festival – zwolnij. Na co dzień cały czas gdzieś pędzimy. Sama wpadłam na festiwal między jednymi spotkaniami a drugimi. Przyjechałam nocą z piątku na sobotę. Wyjechałam nocą w niedzielę. Bo świat jest taki zwariowany. Dlatego też jak usłyszałam od prowadzącej ze sceny słowo slow to od razu wdrukowało się ono w moją podświadomość. Ki diabeł mnie tak przez życie pogania.

Spotkań autorskich była cała masa. W pięknej auli, na ogromnym ekranie najbardziej zadziwiające projekty z całego świata.

Ernesto Bazan opowiadał o swoim życiu na Kubie. Dzielił się z nami swoimi bardzo osobistymi przeżyciami. Opowiadał jak powstała jego kubańska trylogia. Mówił o metodyce swojej pracy, o życiu, miłości.  Uczestnicy komentowali w kuluarach, iż oglądając jego zdjęcia ciarki przechodziły po plecach. Tyle jest w nich energii, która atakuje widza. Łzy, ciarki, złość lub radość, zadziwienie to tylko strzępki emocji, jakie doświadczasz oglądając jego zdjęcia z pogranicza świata realnego i duchowego.

Zaskoczeniem (miłym) –  Zed Nelson. Każdy swój projekt obfotografuję ze wszystkich stron. Do bólu. Nie daje odetchnąć, a już atakuję kolejnym, jakże trafnym ujęciem tematu. Pokazał między innymi projekt związany z tematem broni Gun Nation. Zdjęcia: detali, broni, kul, portretów posiadaczy różnych kalibrów, protez nóg, okaleczonych myśliwych, rentgenowskie, szkół, uczniów. Temat  potraktował globalnie. Tu niezmiernie ciekawie było poznać samego autora zdjęć. Warto było ruszyć z domu.  Opowiadał, tłumaczył swoje projekty. Jego zdjęcia powstały w wyniku wielu rozmów. Przytoczył relację wierzącej, która tłumaczyła posiadanie i ewentualne użycie broni tym, iż “w Biblii nie powiedziano, że nie można zabijać. Jest powiedziane (oczywiście to jej prywatna interpretacja), że nie można mordować !” Widać wszystko można wytłumaczyć.

 

Równie interesujące było spotkanie z  Maćkiem Nabrdalikiem. Polskim fotografem z Agencji VII. To fotograf światowej sławy. Bardziej znany na świecie, niż w Polsce. Choć to zmienia się właśnie dzięki wystawom, festiwalom i  publikacjom. W Bielsko-Białej można zobaczyć jego wystawę – Faith (Wiara).  Spotkanie z nim było inspirujące, gdyż opowiadał jak sam doszedł do swojej pozycji w fotografii. Przekonywał, iż czasem trzeba zaryzykować jak chce się coś osiągnąć. Sam niejednokrotnie stawiał wszystko na jedną kartę. Właśnie dla takich smaczków warto żyć w realu i ruszyć w kierunku festiwalu w B-B.

 

Wieczorem kolejne spotkania w okolicznych barach i restauracjach. Piwo z Bazanem ? Tylko po wykładzie staję się realne i proste jak drut w stoczni. Rozmowy do białego rana.

Moją uwagę przykuli  też przemili wolontariusze, którzy obsługiwali festiwal. Doradzali gdzie, co, jak i kiedy? Zawsze uśmiechnięci.

Na przyszły rok zarezerwuję więcej czasu aby było bardziej slow, aby jeszcze bardziej poczuć się jak w domu w B-B.