Close

Śpiący LAMA

W swoich wędrówkach po świecie znalazłam się w niezwykłym miejscu na granicy rosyjsko – mongolskiej w Ułan Ude. Tam znajduję się zespół świątyń buddyjskich w którym … no właśnie trudno w to uwierzyć ale od kilkudziesięciu lat mnisi opiekują się XII Pandito Chambo Dashi-Dorio Lama Itigiełowem zmarłym w 1927 roku. Dla jednych zmarłych- dla drugich wciąż żywym. Czekają na jego przebudzenie. Na lepsze czasy.

W latach 1911 -1927 (czyli do rzekomej śmierci) był on głównym lamą rosyjskich buddystów. Dashi Dorio sam wybrał czas odejścia z tego świata i poprosił swoich uczniów o modlitwę pożegnalną dla siebie. Zaskoczeni uczniowie (wcale się tym nie dziwię) nie chcieli spełnić jego życzenia. Lama sam usiadł w pozycji lotosu i rozpoczął modlitwę. Przed swoją śmiercią wydał jeszcze dyspozycję odnośnie swojego pochówku i odkopania. Zakopany w skrzyni przesiedział pod ziemią kilkadziesiąt lat. Odkopywany był 3 razy. Ostatecznie w 2002 roku naukowcy przebadali próbki jego ciała i ze zdziwieniem stwierdzili że stan jego skóry po 75 latach nie wykazuje cech śmierci.

Dziś lama siedzi w jednej ze świątyń. Opiekują się nim mnisi. Publicznie pokazywany jest podczas specjalnych świąt. Wierni licznie przybywają wówczas do Dacanu Iwołgińskiego w Ułan Ude.

Miałam to szczęście, że znajoma z którą odwiedzałam kompleks świątyń jest znana mnichom i mogłam wejść do środka i zobaczyć siedzącego lamę na własne oczy. Zdjęć niestety nie można robić w środku świątyni. Lama siedzi w pozycji lotosu i z łagodnym wyrazem twarzy spogląda na osoby odwiedzające.

 

Jak mówią mnisi pozostawił on wiadomość dla wszystkich mieszkańców Ziemi. Jaką? Bezsłowną. Wszyscy czekają na tego kto ją odczyta.