• KONTAKT

    Agnieszka Pilecka
    agnieszka@pilecka.pl
    +48 602 369 140
    Poland/Białystok

Pochówek konia

Niektóre historie są tak nieprawdopodobne, że trudno w nie uwierzyć. Może tak naprawdę mogły się wydarzyć, ale było to tak dawno temu, że dziś już tylko nieliczni je wspominają. W każdym bądź razie ta krąży wśród mieszkańców pewnej małej wsi na Podlasiu i żyje swoim własnym życiem. Dla potomnych czynię jej zapis.

Pewnego razu grupie przyjaciół myśliwych przydarzyła się historia niecodzienna. Każdy w swoim domu przeszedł rytuał przygotowawczy do mającego nastąpić polowania. Czyli wybór stosownego do panującej mody ubrania myśliwego : kurtka maskująca, zielony sweter, ciepła bielizna, spodnie moro, takie najlepiej z dużą ilością kieszeni, na niezbędne duperele. Kurtka koniecznie z materiału nieszeleszczącego ! No i buty – te oddychające, nieprzemakalne i nieskrzypiące ! Tak ubrany myśliwy oczywiście ze strzelbą i zapasem naboi, gotowy do łowów stawia się na zbiórce. Najczęściej w tzw. domku myśliwego, nigdy nie sprzątanym, enklawie męskich spotkań, przesiąknięty specyficznym zapachem, znaczącym wszystko, jak skunks, co tylko trochę czasu spędzi w tym miejscu. Pozostawiony tam zapomniany ubiór rozsiewa potem tę specyficzną woń gdzie tylko się znajdzie, jakby chciał wszystkim opowiedzieć – tak spędziłem samotnie tydzień w puszczy, w przytułku myśliwego. Nie, nie bałem się. Tylko zapach pozostał na wspomnienie. Często jednak pozostawione tam rzeczy giną bezpowrotnie, jakby to była ich ostatnia droga na tym świecie.

Tam o umówionej porze zjechało się sześciu myśliwych w okresie pozwalającym na polowanie na jelenie. Taki miał być cel polowania – jeleń!  Najpierw rytuał wyboru trasy, przekaz informacji między tymi co już kończą swoje polowanie a tymi co zaczynają.

Wymiana co kto widział, i gdzie?  Nasz szóstka popija herbatkę, zjada domowy prowiant i szykuję się do wyjścia do lasu. Ustalają strategię. Dopinają do ostatniego guzika plan działania wspólnego wypadu. Wyruszają w dobrych humorach. Nasze lasy bogate w jeleniowate, zapewniają dobre polowanie. Jelenie porykują to tu to tam. Myśliwi posuwają się w terenie w ustalonym szyku. Co jakiś czas wymieniają przez krótkofalówki krótkie komentarze. Starają się jednak zachować bezwzględną ciszę jak tylko to możliwe. Szczęście im dopisuję udaje im się namierzyć jelenia. Osaczają go na leśnej polanie, w świetle księżyca, z lekkim zamgleniem. Bezwietrzna pora sprzyja całemu rytuałowi, jeleń nie wyczuwa obcych. Jeden z myśliwych oddaje strzał słyszą stukot, łamanie gałęzi i po tym przeraźliwą ciszę. Czekaja w napięciu na rozwój wydarzeń. Powoli dają sygnały między sobą i wychodzą z lasu na polanę. Szukają farby. Mgła nie ułatwia zadania.

Jakie jest ich zdziwienie gdy na polanie odnajdują zabitego … nie jelenia, którego nota bene spodziewali się zobaczyć,  a konia. Tak KONIA. Leży na polanie jeszcze ciepły i patrzy na nich  otwartymi oczami. Tysiące myśli kołacze się po głowach naszych myśliwych. Jak ? Co robić ? Szybka narada. Znali już podobny przypadek, który nie miał miłego zakończenia. Postanawiają zakopać konia. Czyli de facto pochować, zatuszować to co będzie stanowić o ich pomyłce. Jak pomyśleli tak też zrobili. Ciężka praca. Koń jak to koń ma swoją wagę. Myśliwi kopią jamę na skraju lasu. Pracują ciężko, praktycznie do rana. Koń zostaje pochowany. Myśliwi wracają do domu postanawiając nic nikomu nie wspominać o swojej feralnej pomyłce.

Nie byłoby hapy endu gdyby nie fakt, iż w południe na polanę zajeżdża rolnik z firmą utylizującą martwe zwierzęta. Poprzedniego dnia nie zdołał on sprowadzić swojego konia do domu, gdyż ten padł z przyczyn sobie tylko znanych. Czy był to zawał? Czy starość przeniosła go na łąki niebiańskie, w to rolnik już nie wnikał. Zabrał postronek i opłakiwał smutek po towarzyszu życia w zaciszu swojej chałupiny.  Padł sam, według prawa właściciel pochować go nie może. Muszą to zrobić odpowiednie firmy do tego wytypowane. Rolnik przywiózł firmę ale konia nie ma. Chodzą szukają. Rolnik drapie się po głowie. Przysięga na wszystkie świętości, że wczoraj tu był, obrazowo pokazuję – tu leżał. Kantar w domu się ostał. Panowie obchodzą polanę. Narzekają pod nosem, że rolnik może se popił, a koń mu uciekł, lub może go przepił i nie pamięta. Nagle znajdują nie konia co prawda ale jelenia. Tak JELENIA. Rolnik już całkiem zielony na twarzy pada na kolana i na krzyż święty przysięga : wczoraj był koń ! Jelenia nie było !

Comments

comments

Drop a comment

Your email address will not be published.

error: Content is protected !!