Close

PERPIGNAN 2014

Perpignan to małe miasteczko na południu Francji (około 100 km od Hiszpanii) na początku września staję się Mekką dla fotografów z całego świata. Ci którzy w czasie roku mijają się podczas najważniejszych wydarzeń na świecie tu wyluzowani dzielą się się swoimi fotografiami, doświadczeniem, pokazują swoje wystawy, podpisują świeżo wydane książki. Podczas tych kilku dni w jednym miejscu można spotkać tak wiele wspaniałych fotografów, że przyprawia to człowieka o stan ducha i ciała lekko wskazujący na zmieszany nie wstrząśnięty. Swoją książkę podpisywali między innymi fotografowie wojny w Wietnamie : Chu Chi Thanh, Doan Cong Tinh, Hua Kiem i Mai Nam. To ich zdjęcia pokazywały przebieg walk i wiele z nich przewija się dziś na kartach historii fotografii. Książce towarzyszyła wystawa ich prac. Zdjęcia do dziś choć minęło już tyle lat nic nie tracą na swym przekazie. Świeża jak bułka z piekarni była książka “Ukraine Maidan to Danbass” Guillaume Herbaut. Część zdjęć w niej prezentowanych pochodzi z maja tego roku.

 

Perpignan is a small town in the south of France (about 100 km from Spain) at the beginning of September I become a Mecca for photographers from around the world. Those who in the year pass by when the most import_ant events in the world here chillin, share photographs, experience, show their exhibitions, signed by them newly published book. During those few days in one place you can meet so many great photographers that gives a man a state of mind and body indicating a slightly confused not shocked. His book signed, among others, the photographers of the Vietnam War: Chu Chi Thanh Doan Cong Tinh, Hua Kiem and Mai Nam. Their photos showed fight and many of these pictures rewinds today and stay on the history of photography. When the book was relested there was also exhibition of their work. These photos are fresh even if it’s been so long since the war was over.  Fresh bread from the bakery as was the book “Ukraine Maidan is Danbass” Guillaume Herbaut. Some of the photos it comes presented in May of this year.

O samym festiwalu napiszę jeszcze trochę później. Masa wystaw w różnej części miasta, rozmowy w kuluarach, przeglądanie portfolii, oraz na deser wieczorne pokazy zdjęć rzucane na ekran wielki jak dom handlowy SAWA w Warszawie z 5 rzutników jednocześnie.

Dziś bardziej o offowej imprezie towarzyszącej. Sprawcą tego małego zamieszania jest Christopher Bangert fotograf wojenny. Autor albumu “WAR PORN” (o samym albumie też kiedyś warto wspomnieć). Człowiek pomimo swoich mocnych w przekazie zdjęć okazał się niezmiernie ciepłym, sympatycznym kolesiem. Wymyślił sobie swoje własne pokazy na które zaprasza przyjaciół oraz ich przyjaciół (czyli mnie –  miałam to szczęście znależdż się w tym gronie). Pokazy odbywają sie w parku w centrum miasteczka pod gołym niebem w iście gwiazderskiej scenerii. Rzutnik ustawiony na masce samochodu, kalibrowany przez najazd samochodu na ekran, koce wojskowe na trawie, zimne piwo i sami przyjaciele. Pokaz zawierał projekty autorskie, które były wykonane w bieżącym roku. Niezmiernie ciekawe pokazujące tematy z różnych krańców świata od Mołdawii, Ukrainy, USA (Kalifornii)  do Gwatemalii.

 

Nie wszystkie zdjęcia przechodziły pozytywną ocenę przez wiatr i przy niektórych trzeba było rzucać się na ekran i stawiać go do pionu.