Close

Minus 50, śniegu po pachy, a Krzysztof rowerem !

Przeszło 10-sięć nocy Krzysztof Suchowierski spędza w śpiworze na dworze. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie temperatura na zewnątrz – około minus 50 ! Te noclegi to konieczność gdyż niestety nie udaje się dojechać rowerem pod dach. Dystanse pokonywane na dwóch kółkach ograniczają. Pierwsza noc to ta zapamiętana na całe życie. Krzysztof budzi się wielokrotnie i szczypie się w nos, w policzek, kiwa palcem  w bucie. Sprawdza czy żyje. Z takimi temperaturami ma do czynienia pierwszy raz w swoim życiu. Choć wyposażony w odpowiedni śpiwór, ubranie, śpi w specjalnych butach jak tu dać wiarę i przespać spokojnie noc pod gwiazdami gdy nad głową taka minusowa temperatura. A rano trzeba wstać, coś przekąsić i jechać dalej rowerem przez kraj niedostępny, dziki w swojej naturalności. Przez SYBERIĘ !

Krzysia poznaję przez portal internetowy facebook. Pewnego razu wyskakuje mi wiadomość że jegomość Suchowierski jedzie sobie samotnie przez Syberię z Białegostoku do Białegostoku (tego na Syberii)  na rowerze. Na tyle mnie to zaciekawia, iż co jakiś czas sprawdzam co tam u podróżnika słychać, jak mu przebiega jego ekspedycja. Tak się zaczyna. Pierwszy przejazd odbywa się latem. Warunki idealne. Krzysztof jedzie w zasadzie z nudów. Pracy brak, aby coś ze sobą zrobić wymyśla sobie trasę i wyrusza. Żegnają go nieliczni na starcie. Na mecie jest już inaczej. Trochę facebook, trochę poczta pantoflowa. Opowiadam wszystkim znajomym “rowerzystom” o jego przejeździe. Na tzw. metę skrzykujemy się i idziemy powitać nieznajomego nam podróżnika (z “kwiatami” po słowiańsku). Nie wiemy dokładnie jak wygląda, czekamy pod Ratuszem w Białymstoku. Godzina zero czyli ok 15.00 – 20 października 2013 jest na rowerze skromny, sympatyczny, mile zaskoczony zainteresowaniem młody rowerzysta. Wtedy po raz pierwszy go poznaję. Wyczuwam bratnią duszę. Realizuje swoje marzenia a to coś co stanowi o człowieczeństwie ludzkości. Kim byłby człowiek bez marzeń? Robię kilka zdjęć, piszę o jego przyjeździe na swoim portalu:

Opublikowany przez Agnieszka Pilecka na 20 października 2013

Podczas pierwszej wyprawy Krzyś poznaję na swojej drodze innego rowerzystę Rosjanina. Razem postanawiają nadać sens swojej jeździe, uczcić pamięć osób represjonowanych podczas zsyłek na Syberię w całkiem niedawnych czasach jednak teraz często wymazywanych z pamięci. Umawiają się na zimowy przejazd przez Syberię. Jadą we trójkę Krzysztof, Iłan Czeczniew, Jegor Kowalczko rowerami w ekstremalnych warunkach  pogodowych w zasadzie na granicy wytrzymałości ludzkiej. Trasa przejechana rowerem to 3700 km po drodze istniejącej tylko zimą przez republikę Saha-Jakucję. Początki jak sam wspomina bardzo trudne. Czasem to Krzyś musiał pchać rower, który odmawiał posłuszeństwa. Do takich mrozów nie tylko on musiał się przyzwyczaić. Pękające dętki, niedziałające hamulce, do niczego nie przydające się przerzutki to wszystko musiało denerwować ale też uczyć pokory. Po drodze gdy tylko natrafiali na jakąś mieścinę zatrzymywali się nie tylko na posiłek. Opowiadali wszystkim chętnym – a tych była masa- o swoim projekcie. Na tyle budzili sensację iż na spotkania organizowane w szkołach, cerkwiach, przy sklepach przychodziły tłumy. Pokazywali przygotowany wcześniej materiał filmowy, zdjęcia. Opowiadali o swoim projekcie upamiętnienia syberyjskich zesłańców. Szukali śladów dawnych łagrów. Te niewygodne dla władzy w latach 70-tych w dużej części zostały rozebrane.

Zdjęcia wykonane podczas konferencji prasowej w Muzeum Wojska w Białymstoku

 

Krzysztof pomimo wielu niedogodności i trudów trasy czuł się komfortowo jadąc swoim rowerem, wyposażony w odpowiedni sprzęt, mający dostęp do jedzenia, ciepłych śpiworów. Często wspominał tych co nie byli tu z własnej woli przed nim. Jak wielu z nich zakończyło swoje życie właśnie tu na tych drogach śmierci. Mieszkańcy tych terenów obecnie są bardzo serdeczni. Wielokrotnie pomagali rowerzystom goszcząc ich w swoich domach, karmiąc i dzieląc się wszelkimi dobrami.

Zdjęcia z wyprawy przekazane przez Krzysztofa Suchowierskiego

Krzysztof przygotowywał się do wyjazdu fizycznie, jeździł ile się da choć temperatury rozpieszczały tej zimy w Polsce. Można powiedzieć było bardzo ciepło. Zabiegał o sponsorów. Wyposażenie roweru, specjalne ubrania, bielizna, buty, nawigacja to wszystko koszty. Kto może ten pomagał, na tyle też ile kogo stać. Każdy grosz ważny. Każda złotówka mogła okazać się tą, która ratuje życie. O swoich przeżyciach opowiada dziś po powrocie bardzo ciekawie. Mamy nadzieje że część przeżyć opisze w książce.

Dla mnie Krzysztof to osoba, którą warto wspierać i promować. Podczas własnych wyjazdów rowerowych, szczególnie tych zimą jadąc i narzekając pod nosem na trudy trasy, śnieg polski pod kołami myśli moje lecą w kierunku tych co mają znacznie trudniej. Pomaga mi to w moich zmaganiach z własnymi niedostatkami. Jadę dalej bo wiem, że są tacy jak Krzysztof do których mi daleko siłowo ale zawsze poprzeczkę trzeba stawiać jak najwyżej.

 

W wiadomościach TVN :

https://www.facebook.com/krzysztof.suchowierski/posts/835217666506223?notif_t=share_wall_create