Close

Julia Margaret Cameron

Julia jest dowodem na to, że zawsze można zacząć coś nowego i cieszyć się tym, niezależnie od tego ile ma się lat. W jej przypadku odnieść nawet spory sukces w dziedzinie fotografii. W wieku 48 lat otrzymała od córki aparat fotograficzny. Stał się on niezwykle dla niej ważnym przedmiotem, dzięki któremu mogła wyrazić swoje myśli i uczucia. Życie miała ciekawe jak na swoje czasy. Urodziła się w 1815 roku w Kalkucie jako Francuzka, wykształcenie otrzymała w Anglii, a męża swojego poznała w Afryce Południowej. Bardziej skomplikować swojego pochodzenia trudno nawet sobie wyobrazić. Jak na swoje czasy była więc kobietą światową. Z mężem wiodła spokojne życie w Indiach. Dopiero w 1948 roku powróciła z dziećmi i mężem do Anglii. Jako posiadacze plantacji kawy na Cejlonie, obracała się w wyższych sferach. To ważne gdyż fotografowała znane osoby swojej epoki.

 

Jako dorosła, majętna kobieta mogła zająć się tym co sprawiało jej największą radość. Otrzymany aparat stał się jej przeznaczeniem. Wyrobiła swój niepowtarzalny styl. Jej zdjęcia są rozpoznawalne. Posługiwała się techniką kolodionową. Pozwalała ona na osiąganie niezmiernie ostrych zdjęć. Jednak ona jakby łamiąc te reguły używała nieostrości i długich czasów. Można się sprzeczać dziś czy jej nieostrości wzięły się z niedoskonałości warsztatowych Juli czy były zamierzone. Dziś to mało ważne. Zdjęcia są niepowtarzalne z klimatem, który przetrwał do dziś. Praktycznie głównie znana jest jako portrecistka. Uprawiała też fotografię dziś określaną jako inscenizowana -przedstawiała na swoich zdjęciach sceny religijne, mity greckie czy sceny inspirowane klasyką literatury angielskiej.

 

 

Na większości portretów pokazywała w dużym zbliżeniu twarze oświetlone specyficznym światłem dającym efekty światłocieni, na ciemnym tle, często nieostre, z wyrazistymi “szklanymi” oczami. Bohaterowie nigdy nie uśmiechają się, często patrzą prosto w obiektyw, a jednak wydają się odbiorcy, z daleko odbiegającymi myślami od nas.

 

Słysząc o niej w latach 80 nie sposób było dostać jej jakikolwiek album. Sporadycznie można było gdzieś natknąć się na jej zdjęcia. Dziś w dobie internetu można delektować się jej dorobkiem. Od niedawna jestem posiadaczką jej skromnego albumu wydanego przez PHAIDON – Julia Margaret Cameron by Joanne Lukitsh. Zdjęcia pochodzą z tej publikacji.