Close

Irlandia fotograficznie z Pawłem KLARECKIM

Ludzie z pasją są … – tak prawdę mówiąc trudno tu wpisać jakiś przymiotnik, który by nie obrażał. To ewidentnie – świry ! Świat dzieli się na tych co mają pasję i tych, którzy nie mają tak mocno sprecyzowanych zainteresowań. Może ci drudzy są w okresie kształtowania ? I niebawem dołączą do tych pierwszych. Osobiście lubię i jednych i drugich, ale pasjonaci rozumieją mnie lepiej i nasze relacje są bardziej poprawne.

Pewnego dnia o godzinie 13 garstka zapaleńców umówiła się na lotnisku w Belfaście aby wyruszyć, szalonym minibusem, po Irlandii w celu zrobienia tego jedynego niesamowitego zdjęcia. Rozpoczęliśmy warsztaty fotograficzne krajobrazu z Pawłem Klareckim. Na lotnisku elementem rozpoznawczym był aparat (nie jakiś tam goździk w butonierce, czy gazeta w łapsku). Aparat fotograficzny – dziś praktycznie każdy go ma, ale nasza grupa posiada aparat i jeszcze ten błysk w oku, wszyscy odnaleźliśmy się bezbłędnie. Osoby, które praktycznie nie znają się, sporadyczna wymiana wiadomości przed wyjazdem via komputer a odnajdujemy się w zatłoczonej czasoprzestrzeni belfaskiego lotniska !

Lontem, który rozpali nas (ale nie doprowadził do zapłonu), zebrał do kupy była Lili Haduch i Michał Mrozek. Wspaniały duet, który swoją energią przyciąga do siebie największych świrów fotograficznych. Jak zostajesz znajomym Lili i Michała to znaczy, że musisz być zakręcony pozytywnie na fotografie. Ich motto życiowe to : “POKOCHAJ FOTOGRAFIE”. Jednak to nie tylko zachęta dla nas, tylko ukierunkowanie w myśleniu dla tej drugiej połówki świata, aby nie brała nas za kompletnych szaleńców.

Przez tydzień w Irlandii czas przestał mieć znaczenie. On płynął swoim własnym torem a my byliśmy jakby obok. Znaczenia nabierał jedynie wtedy gdy naświetlaliśmy nasze fotografie. Wtedy ze stoperem w ręku trzymaliśmy włączone migawki. Wówczas miał on swój wymiar matematyczny: trwał sekundę, minutę lub ich ekwiwalent. Normalnie dzień i noc zlewała się w całość, a Morfeusz chadzał jak pijany i nie umiał zapanować nad nami razem, zawsze ktoś mu się wymykał. Każdy bowiem szukał swojej godzinki, którą mógł poświecić na sen. Bo tyle innych rzeczy było do ogarnięcia.  Wschód słońca gonił zachód, światło miękkie, fotograficzne chcieliśmy wykorzystać maksymalnie, na sen czasu brakowało. Z zachodu wracaliśmy grubo po północy. Zanim człowiek ogarnął się, zgrał zrobione fotografie to czasu starczało już tylko na to aby przebrać się na wschód. (Należało przyjąć jakiś schemat zmiany ubrań- przed wschodem lub przed zachodem. Przynajmniej aby wypadło raz dziennie). Wychodząc przed 4 w nocy,  w celu sfotografowania wschodu,  już było się mocno spóźnionym. Na plaży tuż przed naszym domem stały już rozstawione statywy i koledzy już “memłali”. Za dnia w tak zwanych martwych godzinach fotograficznych, każdy pokazywał swoje fotografie, dyskutowaliśmy, ocenialiśmy, szukaliśmy dobrych kadrów. I tak przez siedem dni. I już zaraz znów zachód i krótki czas na zrobienie swojej fotografii.

Najważniejszą postacią naszej eskapady był : PAWEŁ KLARECKI

http://pawelklarecki.blogspot.com/

Paweł wypracował swój niepowtarzalny styl. Jego fotografie to magiczne opowieści o naturze. Każda zachwyca swoim spokojem, klimatem, magią, niepowtarzalnością. Obrazy zaklęte przez Pawła można oglądać i delektować się nimi w nieskończoność. Dodatkowo okazał się fantastycznym człowiekiem. Chętnym do pomocy, służącym radą, dzielącym się swoją wiedzą. Znalazł czas dla każdego z nas indywidualnie, pomagał, wpierał. Dużo opowiadał o swojej pracy.  Bez niego nie byłoby naszej fantastycznej grupy. Jego zdjęcia połączyły nas. Zawarte znajomości będą owocować.

Privacy Preference Center

Close your account?

Your account will be closed and all data will be permanently deleted and cannot be recovered. Are you sure?