Close

BODIE – gosth town, miasto duchów

Pewne miejsca na ziemi równie mocno przyciągają do siebie jak i odpychają. Tak stało się w Bodie. Wymarłe miasto w Kalifornii we wschodniej części Sierra Nevada. Powstało w 1859 roku na kanwie gorączki złota. Nie zdołało przetrwać po tym jak złoże zostało wyeksploatowane. W szczytowym okresie rozwoju mieszkało w nim około 8 tysięcy mieszkańców. Dziś zamienione w Narodowy Park Historyczny trwa w swej ciszy bez życia. Tylko wiatr hula po ulicach. Ostatni mieszkaniec opuścił miasto w latach 50-tych. Kopalnie zostały wówczas definitywnie zamknięte. Nie przynosiły już zysków swoim właścicielom. Kryzys gospodarczy zrobił swoje. W latach prosperity w Bodie wydobyto złota na łączną kwotę ponad 100 milionów dolarów jak podaje tablica z 1964 roku stojąca przy wjeździe do miasta.

MIASTO DUCHÓW

Gosth town – choć po angielsku jest to bardziej określenie dla miast opuszczonych w tym przypadku równie dobrze można przyjąć tłumaczenie dosłowne jako miasto duchów.  Dziś miasto wygląda tak jakby było wczoraj opuszczone. Jako jedyna zwiedzająca tego dnia czuję lekkie mrowienie na plecach przechadzając się po ulicach Bodie. Tylko tablica przy wjeździe  mówi, że jest to teraz Park Historyczny. Żadnych rangersów (tzw. pracowników parkowych) nigdzie nie widać. Opłatę za zwiedzanie wrzuca się do skrzynki na listy. Przedzierając się przez góry Nevada długo jedzie się samotnie nikogo nie mijając, ani samochodów, ani zasiedlonych terenów. Na mojej mapie Bodie również nie istniało więc nagle znalezienie się w tym miejscu robi co najmniej dziwne wrażenie.  Głowna ulica jest szeroka, przy niej stoją najważniejsze domy: hotel z recepcją, saloon w stylu znanym nam z westernów, sala gimnastyczna – dziś zwana siłownią, sklep z artykułami gotowymi do sprzedaży. No i domostwa mieszkańców z pełnym umeblowaniem, kubkiem pozostawionym po porannej kawie, gazetą na stoliku. Czuję się tak jakbym wkraczała w inny wymiar, w innym czasie. Tu zdecydowanie czas stanął w miejscu. Generalnie miasteczko wygląda tak jakby jego mieszkańcy opuszczali go w pośpiechu. Pozostawione samochody, maszyny rolnicze, wozy konne. W pewnym domu stoją puste trumny, już nikomu nie posłużą w ich ostatniej drodze. Ci co mieli być w nich pochowani wyjechali w siną dal.

 

LEGENDA

Podawana z ust do ust legenda głosi, iż nie można nic wynieść z tego miejsca. Nawet zabrany kamień będzie ciążył nowemu właścicielowi i przynosił mu pasmo nieszczęść. Dopiero odwiezienie go na miejsce przerwie pasmo niepowodzeń. Podobno u opiekunów Parku są listy pisane przez osoby, które zwróciły zatrzymane “niechcący” przedmioty i tym samym przerwały pasmo nieszczęść, które spadły na nich po przywłaszczeniu danego przedmiotu.  Może dlatego ludzie boją się i domy pozostawione same sobie możemy do dziś oglądać. Inni mówią, że to duchy dawnych mieszkańców bronią go przed rabusiami. Nawiedzają tych co mają złe zamiary co do miasta. Jednym z głównych strażników ma być duch zmarłego w zamieci śnieżnej jednego z założycieli miasta W.S. Bodey’a. Mieszkańcy okoliczni przekazują także sobie opowieść o duchu zmarłej 3-latki, zabitej przez nieostrożnego górnika. Zginęła ona od uderzenia kilofa przez przypadek. Do dziś jej duch krąży po miasteczku. Miejscowi nazywają ją Aniołem z Bodie.

 

BODIE miastem tętniącym życiem

W swoich czasach miasto to po odkryciu złóż złota tętniło życiem. Mieszkały w nim nie tylko rodziny pracujących tu górników. Łatwy zarobek ściągał z całego wschodu wszelkie typy spod ciemnej gwiazdy, hazardzistów, złodziejaszków, prostytutki. Oj działo się tu działo w dawnych czasach. Pozostały hotel – ilość pokoi, saloon świadczą o dawnych czasach.

Dziś meble, ubrania, tapety na ścianach, dywany, przedmioty codziennego użytku mówią nam jak w tamtych czasach żyli piersi osadnicy tych terenów.  To nie jest muzeum gdzie ktoś coś odtworzył, wygląda to tak jakby jeszcze dziś ktoś zaraz tam wróci, trochę posprząta, ogarnie kurze i życie potoczy się dalej.