• KONTAKT

    Agnieszka Pilecka
    agnieszka@pilecka.pl
    +48 602 369 140
    Poland/Białystok

Październik 2015

Cmentarz

Niedługo święto zmarłych. Masy ruszą na groby. Słyszałam, iż coraz większym zainteresowaniem cieszą się firmy oferujące prace porządkowe na grobach naszych bliskich. Zamawiasz usługę przez telefon lub komputer. Płacisz przelewem. Na swoją skrzynkę dostajesz zdjęcie grobu z palącą się świeczką i wiązanką kwiatów. Można przypuszczać, że dla bliskiej osoby zmarłej nie robi różnicy kto sprząta na górnym pułapie rzeczywistości. Jest to jakieś wyjście w sytuacji awaryjnej. Sprzątanie jednak to nie tylko czynność fizyczna. To także czas, który poświęcamy tym co już odeszli. W jakiś sposób oddajemy prze to szacunek naszym krewnym. W dzisiejszych czasach, gdzie ma się wrażenie, że wszystkie zegarki jakoś przyśpieszyły i wszystko pędzi do przodu. Nie znajdujemy czasu na kontakty osobiste. Większość z nas więcej rozmawia przez komórki niż w realu. Widujemy się na skypie. To i cmentarze stają się wirtualne. Nic w tym dziwnego można rzec. Ale czy musi tak być?

Osobiście najbardziej podobają mi się małe cmentarze wiejskie. Na Podlasiu jest taki jeden cmentarz (mój ulubiony opiszę go w osobnym wpisie) niedaleko Dubicz Cerkiewnych z nagrobkami w kolorze niebieskim.

Dziś prezentuję kilka zdjęć z Gruzji i Armenii. W obu tych państwach zaglądając na cmentarze wyszłam z nich objedzona i opita. Krewni zmarłych mają bowiem zwyczaj odwiedzać swoich bliskich i spędzać z nimi czas na “wspólnym” jedzeniu. Przyjeżdżają z daleka. Zapraszają sąsiadów i razem wspominają na wesoło i smutno. Opowiadają na nowo ich historię, tak jak zapamiętali za życia. Czasem kłócą się przy tym mieszając fakty i zdarzenia.   Zawsze jedzą i popijają nie tylko oranżadę, na specjalnie przygotowanych stołach, ustawionych obok płyty nagrobnej. Za każdym razem jak postanowiłam zwiedzić cmentarz to byłam zaczepiana  przez biesiadników i z przyjemnością słuchałam historię rodzinne krewnych. O ojcu i jego dwóch żonach leżących w jednej mogile. Kto kogo chował i w jakiej kolejności. O synu co zginął w Afganistanie. I o tym co zabił się na motorze. Kim chciał zostać, a nie zdążył. Jakie miał plany – o tym, że kończył szkołę wojskową i chciał zostać pilotem.

Read more →

Zofia Rydet

Zofia Rydet w soich pracach zapisała kawał historii na swoich zdjęciach. Nie będę tu pisać o niej odsyłam na stronę fotogtafki.

Osobiście pierwszy raz widziałam jej zdjęcia w 2000 roku w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. Wystawa złożona z 268 zdjęć – Zofia Rydet: prace forograficzne zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Jej zdjęcia to jedna storna medalu. Zapał do pracy, konsekwencja w tym co robiła w tak późnym wieku, umiejętność nawiązywania kontaktów to wszystko na długo zapadło mi w pamięci. Pierwsze zdjęcia wykonała w 1950 roku, mając 39 lat. Wykonała tysiące zdjęć. Fotografowała aby zapisać do pamięci. Uważała, że aparat jest takim samym narzędziem do kreowania własnych myśli i wizji jak pozostałe środki wyrazu w tym pędzel, ołówek czy słowo, film. Broniła się przed zarzutami iż jej fotografie są tylko zapisem tego zastanego świata. Zawsze podkreślała, że stara się nawiązać kontakt z osobami fotografowanymi i przedstawić ich uczucia. Sama mówi : “Te spotkania z ludźmi, wciąż nowe i tak bardzo ciekawe, dodawały siły. Przy tym uczyły mnie nowej filozofii, nowego wartościowania, stosunku do najbardziej istotnych spraw życia i śmierci. Swoim aparatem zabieram od nich to, co jest dla mnie cenne, zadziwiające i swoiście piękne i mam głęboką nadzieję, że tym przemówię też do innych w ten sposób oddając to, co sama przeżywam.” (cyt z tekstu opublikowanego po raz pierwszy w :Zofia Rydet o swojej twórczości, wyd. Muzeum w Gliwicach, Gliwice 1993.)

Dziś możemy zobaczyć co przeżywała autorka robiąc swoje zdjęcia oglądając je na wystawie w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Wystawa trwa do 10 stycznia 2016 roku. Polecam.

Read more →

VI Foto Art Festival Bielsko-Biała

Czy w dzisiejszych czasach komputerów, iphonów i innych zaawansowanych technik potrzebne są jeszcze nam festiwale? Wszystko w zasadzie możemy obejrzeć bez wychodzenia z domu. Nalać kawy w ulubiony kubek, zrobić własny, prywatny pop corn i wygodnie w fotelu poprzeglądać wszystko w internecie. Możemy jednak równie dobrze, umrzeć we własnym domu, i leżeć tam nikomu niepotrzebnym.

Można też wsiąść w auto i po kilku godzinach (te kilka dla każdego będzie inną czasoprzestrzenią) znaleźć się w tak pięknym miasteczku jak Bielsko-Biała. Stać się żywym uczestnikiem fotograficznych spotkań festiwalowych. Szóstych już spotkań bo to VI Foto Art Festival. Z najbardziej przekonywującym sloganem – slow life, slow festival – zwolnij. Na co dzień cały czas gdzieś pędzimy. Sama wpadłam na festiwal między jednymi spotkaniami a drugimi. Przyjechałam nocą z piątku na sobotę. Wyjechałam nocą w niedzielę. Bo świat jest taki zwariowany. Dlatego też jak usłyszałam od prowadzącej ze sceny słowo slow to od razu wdrukowało się ono w moją podświadomość. Ki diabeł mnie tak przez życie pogania.

Spotkań autorskich była cała masa. W pięknej auli, na ogromnym ekranie najbardziej zadziwiające projekty z całego świata.

Ernesto Bazan opowiadał o swoim życiu na Kubie. Dzielił się z nami swoimi bardzo osobistymi przeżyciami. Opowiadał jak powstała jego kubańska trylogia. Mówił o metodyce swojej pracy, o życiu, miłości.  Uczestnicy komentowali w kuluarach, iż oglądając jego zdjęcia ciarki przechodziły po plecach. Tyle jest w nich energii, która atakuje widza. Łzy, ciarki, złość lub radość, zadziwienie to tylko strzępki emocji, jakie doświadczasz oglądając jego zdjęcia z pogranicza świata realnego i duchowego.

Read more →
error: Content is protected !!