• KONTAKT

    Agnieszka Pilecka
    agnieszka@pilecka.pl
    +48 602 369 140
    Poland/Białystok

Grudzień 2014

BODIE – gosth town, miasto duchów

Pewne miejsca na ziemi równie mocno przyciągają do siebie jak i odpychają. Tak stało się w Bodie. Wymarłe miasto w Kalifornii we wschodniej części Sierra Nevada. Powstało w 1859 roku na kanwie gorączki złota. Nie zdołało przetrwać po tym jak złoże zostało wyeksploatowane. W szczytowym okresie rozwoju mieszkało w nim około 8 tysięcy mieszkańców. Dziś zamienione w Narodowy Park Historyczny trwa w swej ciszy bez życia. Tylko wiatr hula po ulicach. Ostatni mieszkaniec opuścił miasto w latach 50-tych. Kopalnie zostały wówczas definitywnie zamknięte. Nie przynosiły już zysków swoim właścicielom. Kryzys gospodarczy zrobił swoje. W latach prosperity w Bodie wydobyto złota na łączną kwotę ponad 100 milionów dolarów jak podaje tablica z 1964 roku stojąca przy wjeździe do miasta.

MIASTO DUCHÓW

Gosth town – choć po angielsku jest to bardziej określenie dla miast opuszczonych w tym przypadku równie dobrze można przyjąć tłumaczenie dosłowne jako miasto duchów.  Dziś miasto wygląda tak jakby było wczoraj opuszczone. Jako jedyna zwiedzająca tego dnia czuję lekkie mrowienie na plecach przechadzając się po ulicach Bodie. Tylko tablica przy wjeździe  mówi, że jest to teraz Park Historyczny. Żadnych rangersów (tzw. pracowników parkowych) nigdzie nie widać. Opłatę za zwiedzanie wrzuca się do skrzynki na listy. Przedzierając się przez góry Nevada długo jedzie się samotnie nikogo nie mijając, ani samochodów, ani zasiedlonych terenów. Na mojej mapie Bodie również nie istniało więc nagle znalezienie się w tym miejscu robi co najmniej dziwne wrażenie.  Głowna ulica jest szeroka, przy niej stoją najważniejsze domy: hotel z recepcją, saloon w stylu znanym nam z westernów, sala gimnastyczna – dziś zwana siłownią, sklep z artykułami gotowymi do sprzedaży. No i domostwa mieszkańców z pełnym umeblowaniem, kubkiem pozostawionym po porannej kawie, gazetą na stoliku. Czuję się tak jakbym wkraczała w inny wymiar, w innym czasie. Tu zdecydowanie czas stanął w miejscu. Generalnie miasteczko wygląda tak jakby jego mieszkańcy opuszczali go w pośpiechu. Pozostawione samochody, maszyny rolnicze, wozy konne. W pewnym domu stoją puste trumny, już nikomu nie posłużą w ich ostatniej drodze. Ci co mieli być w nich pochowani wyjechali w siną dal.

 

Read more →

Burza

Burza zawsze umie zaskoczyć. Nic o niej w eterze a tu nagle, znienacka, nachodzi z prędkością ultradźwiękową. Osacza Cię i nie chce puścić ze swoich szponów. Wyglądało groźnie. Zatrzymać się nie ma jak, widoczność spadająca do kilku metrów (bardziej kilka mniej niż więcej) człowiek samotny w aucie czuję się osaczony ze wszystkich stron. Przyroda jak jej nie szanować i mieć się przed nią na baczności.

 

Read more →

MIR

Wiele rzeczy we współczesnym czasie jeszcze potrafi zaskoczyć i zadziwić. Oglądając je obecnie dają nam wiele do myślenia. Tak jak ta brama dziś prowadząca  donikąd. Zbliżenie do niej nie powoduję już tego specyficznego bicia serce. Spokojnie można też wyciągnąć aparat i zrobić zdjęcie (nikt nie strzela). Pozostała samotnie jako relikt dawnych czasów.

Napis MIR po rosyjsku znaczy pokój (układ pokojowy) ale także świat, wszechświat. Czyli przekraczając tę konkretną bramę przenosimy się do innego wszechświata! Jakże to dziś wymowne. Co jest takiego w tym wszechświecie, że nadal tak kurczowo trzyma się swoich praw? Tak wiele ludzi tam żyje, tak niedaleko nas a jednak jakże daleka do nich droga! Jak trudno ją pokonać nawet dziś w obecnym czasie. Stoi samotnie na rzece Świsłocz. Dzieli, nie łączy dwa kraje sąsiadujące ze sobą Polskę i Białoruś.

 

Read more →

KONIEC ŚWIATA

Lubię pobłąkać się po okolicy. Zagubić się gdzieś w lesie aby potem cieszyć się z odnalezienia. Niedzielę spędziłam tuż przy granicy z Białorusią po naszej polskiej stronie. Błąkając się po lesie. Zaglądając to tu to tam.

 

Już na wjeździe dostałam ostrzeżenie o pomoże świń afrykańskim. W polskim lesie na granicy z Białorusią no niech będzie. Może mnie nie trafi. Jadę dalej drogą nie drogą. Całe szczęście, że mróz trzyma i jakoś da się jechać. Po śnieżnej nawałnicy często na drodze powalone gałęzie skutecznie spowalniają wędrówkę. Ale gdzie mi się śpieszy. Aby do przodu bo nawrotka mało wyobrażalna w tych warunkach.

Jednym celem mojej wyprawy jest zagubiona w lesie wieża. Jakbym była księciem może bym poszukała zamurowanej w niej księżniczki, a tak tylko pozostało podziwianie budowli. Wieża robi wrażenie. Odszukać ją niełatwo. Schowana wśród drzew stoi samotna. Majestatyczna. Czemu służyła?To wieża ciśnień! Słyszałam, że napełnianiu wodą lokomotyw. Do torów jednak od niej daleko ! Wrażenie robi niesamowite!

Read more →
error: Content is protected !!